Emsi on-line
Jako, że to pierwszy numer Legend’a w nowym roku, a nawet w nowym wieku, to chciałbym na początku tego wstępniaka życzyć Wam wszystkim dużo sukcesów, aby nowy rok/wiek był znacznie lepszy od poprzedniego, żeby było więcej parties w roku i żeby było więcej chwil, kiedy to będziemy dumni z tego, że jesteśmy tutaj razem. Tego oraz wielu innych rzeczy, o których śnicie po nocach, życzę Wam z całego serca, jednak czas już przejść do tego, co chciałbym powiedzieć w czwartym numerze Legenda. A o czym chciałbym napisać w dzisiejszym orędziu? Aaa, już sobie przypomniałem - o wydawaniu samego maga, jakim jest Legend. Ludzie, ile to jest roboty, to się w pale nie mieści!!! Jako współredaktor tegoż zina już coś na ten temat wiem
Nie wystarczy napisać jak najwięcej textów, choć wiadomo, że to one stanowią podstawę, bo nie można sobie wyobrazić magazynu bez artów
Texty muszą być na tyle ciekawe, by zainteresować czytelników, pobudzić ich do myślenia, a może nawet do czegoś więcej. Ale to jest jeszcze nic! Zebranie sporej ilości textów (choć w dzisiejszych czasach, to też bardzo trudne), to dopiero połowa, bowiem teraz trzeba kombinować z coverem na początku uruchamiania maga, z panelem, z fontami, czcionką, z kursorami… Eh, tego jest tyle. Dobrze, powiedzmy, że mamy panel… ale jak się może okazać nie pasuje on w ogóle do jakichś czynników m-oralno-czasowo-dydaktycznych
Akira wspominał o tym, że jeśli zinek wychodzi zimą, to trochę dziwne, żeby panale obfitowały w słoneczko, trawę, kwiatki i takie tam - wiecie. Znalezienie niezajętego (wolnego) grafika, to też ostatnio nie mały problem… Texty oczywiście, to zarazem złoto i zmora dla ludzi tworzących maga. Oczywiście, im ich więcej, tym lepiej, ale trzeba te texty jeszcze odpowiednio sformatować… Jedni piszą w latin2, inni w mazowii, a inni jeszcze dają texty z fontami rodem z XIV wiecznego Tybetu
Tutaj też jest sporo roboty… no i te buendy ortograficzne i literuffki. Do tego dochodzi muzyka, jaka w dzisiejszych czasach jest po prostu nieodzowna w zinach scenowych. No, choć tu nie ma takich problemów, ze zrobieniem, poszukaniem muzyków chętnych do zrobienia czegoś, wreszcie z możliwością wybierania! Muzyków ci u nas dostatek i zawsze się znajdzie ten KTOŚ, kto jest gotowy coś zrobić, bądź dużo nie trzeba go prosić ;) Tutaj jest ok. Pozostaje jeszcze kod, który coprawda nie stanowi problemu, jednak sam w sobie ma pewne “przczułki”. A to kursor jest taki, a to scroll inaczej działa na p75, a inaczej na p1000
Och, z tym wszystkim, to jest tyle przebojów, że naprawdę… Często trzeba się ze sobą kontaktować, uzgadniać, dyskutować, proponować, czasem się lekko zaprzec swojej teorii, aż w końcu przychodzi rachunek z ulubionej instytucji wszystkich scenowców - i następuje mała cisza… Na jakieś dwa tygodnie
Ujmując puentę w jedno zdanie - zdrowie, pieniadze, dobre stosunki z rodzicami (jeśli sami nie płacimy rachunków z tepsy), koledzy, znajomi, to wszystko idzie na drugi plan, żeby Wam dogodzić… Mam nadzieję, że to doceniacie. W zamian mamy jednak coś, czego nikt nam nie odbierze - satysfakcję! Co prawda spotykałem się już nieraz z zarzutami, że texty są chujowe, że na niskim poziomie itp., ale na szczęście zawsze słyszałem to od osób, których opinia jest dla mnie mało ważna, bo lepiej starać się coś robić, pisać texty na tyle dobrze, na ile jest się w stanie, niż ograniczyć się tylko do krytykowania i zbędnego pierdolenia o tym, że to jest chujowe, a to jeszcze gorsze. Dla tych wszystkich ludzi mam pewną propozcję - załóżcie sobie kącik scenowy w programie: “Nasze Akwarium” i tam wypowiadajcie się na tematy, o których nie macie pojęcia… Nie macie pojęcia, bo praca jest wam obca, a jedyną waszą umiejętnością jest bluzganie… Niestety są pewne potknięcia… zawsze coś się może komuś przydarzyć, można coś przeoczyć itp. Niestety człowiek nie jest istotą doskonałą i zdarza mu się pomylić, ale wydaje mi się, że trzeba to zrozumieć. Tylko, żebyśmy się źle nie zrozumieli, że jeśli mi ktoś powie, że coś było źle, to jest on dla mnie najgorszym ****** na świecie! Nie!!! Tylko szkoda, że wiele osób robi to w tak brzydki sposób. Jeśli chodzi o mnie, to zostałem wychowany na scenie zgodnie z obowiązującym duchem friendshipu i staram się cały czas tą ideę szerzyć, ale zauważyłem, że powoli zaczyna ona odchodzić od powszechnego użytku. Smutne to, ale prawdziwe… Myślę jednak, że nie jest aą tak źle z naszą polską demo-sceną i że może być jeszcze lepiej, ale żeby tak się stało musimy zająć się przede wszystkim sobą, w końcu kim byłby największy i najodważniejszy król bez swoich poddanych? Żeby było dobrze na scenie, musi być dobrze w nas samych. Tym sformułowaniem zakończę swe orędzie… Jeszcze raz tylko życzę Wam wszystkiego NAJ, samych sukcesów na scenie i w życiu prywatnym. Emsi/Addict