Szkolny konkurs

Posted by admin on Jul 31, 2009 in life |

Zwykły szary dzień; dzień jakich każdy z nas przeżył setki, wstaję szósta rano, powieki okazują się być wykonane z nieznanego nauce pierwiastka o parametrach nie mieszczących się w układzie okresowym. Wszystko we mnie krzyczy “jeszcze nie!”, ziemia usuwa się z pod stóp, dookoła mnie ciemność… Tak to przeważnie wygląda u mnie, tak też było tego dnia. Na szczęście nie wszystko da się przewidzieć i czasami taki “zwykły” szary dzień potrafi nas zaskoczyć. To była chyba jakaś dłuższa przerwa wiem że szłem do szkolnego kibla. :) Nikt o tym nie pisze i nie mówi głośno, ale dla mnie to jasne jak słońce, że los większości wielkich odkryć - kamieni milowych w nauce, rozstrzygał się w kiblach, latrynach itd. ;) W każdym razie tego dnia wyszedłem stamtąd odmieniony, (zapewne pod wpływem niezaprzeczalnych walorów estetycznych tego miejsca) wpadłem na pomysł. W najgłębszych odmętach mojej jaźni zaczęła kiełkować idea, zaraz pobiegłem do mojego profesora od fizyki. Podzieliłem się z nim moim pomysłem, profesor przyjął to spokojnie. Niemniej sama idea ujęła go i zgodził się zoorganizawać w szkole   konkurs…    THE IDEA  Jakiś czas temu (chyba na gp3) pewna polska grupa wystawiła demko, zaczynało się ono taką sentencją: “nothing happens… unless first a dream”. Pewnie już nie możecie się doczekać co to za idea tak zmobilizowała mnie, wzorowego lenia do tak gwałtownego działania. Musicie jeszcze trochę wytrzymać, :) jak wiadomo od teorii do realizacji spory kawałek drogi. W każdym razie zaczęły się przygotowania, miałem zrobić plakat, wcześniej udało mi się spłodzić regulamin. Regulamin, ale… chyba już wam powiedziałem o czym jest ten artykuł :). Głównym zadaniem uczestników było napisanie programu, nie takiego zwykłego :) chodziło o program nietuzinkowy a dokładnie o… demo. Właśnie, każdy miał napisać programik który oficjalnie nazywał się prezentacją graficzną. Takie szkolne democompo, niby konkurs programistyczny, niby wszystko jasne… a jednak w moim mniemaniu ważniejsze od samego   konkursu było kto do niego przystąpi.    THE WORK  Praca, w moim wypadku polegała na skończeniu tego plakatu. Udało się to po jakimś czasie zrealizować. Pech chciał, że miałem wtedy sporo zajęć i sprawa się trochę przeciągnęła. W końcu jednak… w paru miejscach w moim pięknym LO pojawiły się plakaty zwiastujące rychłe nadejście [...] :) Zacząłem na własną ręke wśród 700 paru ludzi uczęszczających do tej szkoły szukać kogoś kto by wziął udział w tym konkursie. Jak wszyscy jednak wiemy pierwszą cnotą człowieka współczesnego (tu także scenowca i licealisty) jest lenistwo :) (przesadzam..?) Ciężka sprawa, w każdym razie ten podstawowy wyznacznik dąrzeń części populacji wcale nie zatrzymał mnie w mojej pracy. Przez znajomych znajomych itd. udało mi się znaleźć dwóch do czterech ludzi zainteresowanych. Było jeszcze paru którzy zapewniali że coś zrobią, ale na tym się skończyło. Termin się zbliżał, prace postępowały, na placu boju zostało dwóch. Aż   nadszedł…    THE SUCCES  Powiedzmy, że ten sukces to tak… w cudzysłowie. Dostałem dwie prace, obie na tym samym poziomie. Same druciaki, nawet morfowane, obie prace pisane w c/c++, jedna w zwykłym borlandzie druga w visual’u. Na dziś obie leżą u mnie na dysku i czekają na przejrzenie. O co mi chodzi? Znalazłem dwóch ludzi… wśród 700, o czym to świadczy. Chyba tylko o tym, że scena jest jednak dla wybranych. Tak to jest, że wśród 100 ludzi zainteresowanych komputerami 1 byłby zainteresowany sceną. Teraz powinienem zadać kilka pytań retorycznych w stylu “dlaczego?”. Postaram się jednak tego nie robić. Scena jest tworem niekomercyjnym a ponadto wymaga dużego wkładu pracy. Kodowanie pod asmem jest przeżytkiem i mogę to powiedzieć nawet ja. Scena jest takim asmem w odniesieniu do współczesności, rzeczywistość początku XXI wieku (jak to dumnie brzmi :) cierpi na bardzo dotkliwą chorobę. Choroba ta to pośpiech, mieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Frazesy w rodzaju “nie mam czasu” to już kanon. Wydaje się więc oczywiste, że jeżeli mamy tak mało czasu to nie ma co go marnować na coś z czego nie czerpiemy korzyści materialnych. Wszyscy się gdzieś śpieszą, scenowcy są gatunkiem wymierającym. Nie idzie   mi ten artek.  Napisałem te parę słów bo jestem ciekaw waszego zdania na temat podobnych imprez. Czy taka forma popularyzacji działalności scenowej jest dobra. Faktem jednak jest, że coraz więcej ludzi opuszcza scenę zanim zdąży na niej zaistnieć. A wartościowych jednostek… mógłbym policzyć na palcach, ale nie mnie oceniać kto jest wartościowy a kto nie. Jedno   jest pewne, świeża krew jest potrzebna.    maneo.

Reply

Copyright © 2012 Legend 4. All Rights Reserved. Theme by Lorelei Web Design.